Dla Em Pi i Pi Dablju. Za bycie "wyluzowanymi i pozytywnymi" facetami.
Nie czuję się na siłach analizować czy coś jest barbarzyństwem czy nie. Każdy ma prawo uważać, że coś jest złe. Jeśli sformułuje lepszą tezę i jeśli znajdzie osoby, które go poprą może nawet zmienić świat.
Ale dla mnie zmienianie świata nie odbywa się poprzez świadome łamanie prawa.
I niestety jestem bardzo mało popularnego zdania, że za złamanie prawa obowiązuje kara.
Spór, który wynikł pomiędzy mną a Panami zaczął się od artykułu o skazaniu na śmierć dwóch osób w Abu Dhabi za posiadanie i sprzedaż narkotyków. Panowie są zwolennikami legalizacji marihuany, ja jestem jedynie zwolenniczką depenalizacji - niby blisko a jak daleko.
Wtrąciłam się do rozmowy o "na maksa dzikich" krajach arabskich bo nastąpiło pewne zamieszanie w Emiratach i Arabiach. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Wszyscy wiemy, że w krajach arabskich zastosowanie ma prawo szarjatu. Nie znaczy to jednak, że wszędzie jest taka sama kara za te same przewinienia. Nie jestem ekspertem - nie poszłam na Arabistykę a na Historię Sztuki, tak że wiedza, którą dysponuje to wspomnienia z czasów jak pojechałam na półwysep i świadomie podpisałam dokument, że w razie jakiegokolwiek przestępstwa poddaję się sądownictwu Arabii Saudyjskiej. Wracamy do prawa szarjatu:
dzieli się ono na szkoły
Hanaficką (Turcja, Syria, Egipt, Jordania, Kaukaz, Bałkany, Afganistan, Pakistan, Turkmenia, możliwe, że jeszcze jakieś miejsca pominęłam) - to ta najbardziej łagodna. Z pobytu w Jordanii pamiętam swobodę równą europejskiej, jak również ciepło i sympatię mieszkańców.
Malikicka (Afryka Północna - np Nigeria) - nic mi na ten temat nie wiadomo - nigdy nie byłam w Afryce, bo nie zgadzał się na to mój ojciec, uznał to za zbyt niebezpieczne i nigdy mnie ze sobą nie zabrał.
Szaficka (Palestyna, Jemen, Irak, Liban) - nie byłam z prostej przyczyny, że w czasach jak podróżowałam po Arabii z rodzicami akurat trwała wojna (ma nawet szumną nazwę II wojny w zatoce Perskiej). Co z tego okresu pamiętam? Nawoływania ambasady Polskiej by jak najszybciej wracać do ojczyzny - co zrobiliśmy my? Pojechaliśmy sami na wycieczkę po pustyni. Poziom rozsądku? Zerowy, ale nie złamaliśmy żadnego prawa. Ba, nawet otrzymaliśmy pozwolenie na opuszczenie Rijadu więc wycieczka była zgodna z prawem.
Wracamy do tematu - kolejna szkoła.
Hanbalicka (Emiraty i Saudi) czyli to prawo, któremu się dobrowolnie poddałam. Prawo gdzie za posiadanie narkotyków jest kara śmierci. Za przemyt narkotyków - kara śmierci. Kradzież - ucięcie ręki. Kolejna kradzież - ucięcie drugiej ręki. Cudzołóstwo - ukamienowanie. Przebywanie z mężczyzną, który nie jest Twoim mężem ani bratem - chłosta. Prawo w którym nie wolno mi jako kobiecie samej wyjść na ulicę, gdzie muzea, restauracje, cała przestrzeń publiczna jest podzielona na strefę dla mężczyzn i na strefę dla rodzin(nie ma strefy dla kobiet). Gdzie okazywać sobie publicznie uczuć jest zabronione i jest karane deportacją.
Każde z tych praw jest oparte na Koranie - jedynie interpretacja zależy od Rządzącego/Szejka/Króla(a właściwie od policji obyczajowej - król ma niewiele do powiedzenia, jeśli nie chce, żeby go obalili, albo co bardziej prawdopodobne, żeby go otruli.)
Alkohol, używki - wszelkie substancje zmieniające świadomość (tzw chamr) są karane dlatego, że są zabronione przez Koran. Muzułmanie korzystający z używek sprzeciwiają się Allahowi. Surowość kary zależy natomiast od interpretacji prawa. Podobno Saudi jest najbardziej surowa. Wśród Emiratów już jest większe zróżnicowanie. Dubaj i Ajman są bardziej liberalne (chyba ma to coś wspólnego z turystyką, jak również z osobą rządzącą). Sharjah i Abu Dhabi mają surowsze prawa. Za samo posiadanie alkoholu w Sharjah idzie się do więzienia. W Abu Dhabi zapadł wyrok śmierci w przypadku posiadania i sprzedaży narkotyku(świadomego posiadania substancji, która jest zakazana przez Koran). Saudi - śmierć za narkotyki, alkohol zakazany.
Skoro wszyscy to wiedzą dlaczego takie zdziwienie budzą przypadki, kiedy to prawo jest egzekwowane?
Fascynujące w prawie szarjatu jest podporządkowanie obywateli. Prawo wynika z przeświadczenia, że obywatel popełniając przestępstwo szkodzi sobie - musi zostać ukarany. W przypadku kradzieży i amputacji ręki jest to niezbędny warunek by ponownie być częścią społeczeństwa.
Kara za narkotyki nie przewiduje niestety resocjalizacji. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego, ktoś świadomie ryzykuje takie przestępstwo w tych krajach. Nie łatwiej pojechać gdzieś gdzie za narkotyki nie utną Ci głowy?
Powoli słyszę od znajomych, którzy tam zostali, że Saudi się zmienia. Pojawia się więcej swobody. Sama podpisuję się pod listami w sprawie złagodzenia kary dla dziewcząt niewinnie skazanych na ukamienowanie - np. za to, że je zgwałcono. Podpisuję się pod listami w sprawie osób niewinnych - wrobionych w przemyt narkotyków. Amnesty odnotowuje każdy przypadek gdzie pisanie listów i wywieranie nacisku, uświadamianie opinii publicznej odnosi zamierzony skutek.
Byłam tam, poddałam się ich prawu i przestrzegałam go.
Bo łamaniem prawa niczego nie zmienię.
Ale wiele osób współpracujących już jest w stanie zmienić świat.
PS. Jestem tylko studentką historii sztuki - jeśli chcecie interpretację prawa tamtejszego to nie do mnie. Wypowiadam się głównie na podstawie wspomnień. I naprawdę dobrze wspominam tamte rejony.
Dubaj (Ajman zresztą też) nie zasługuje na to by go mylić z bardziej nieprzejednanymi prawnie Emiratami bądź z Saudi.
A kiedyś przy okazji chętnie popiszę o tym : https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiEB5JptT5BCT5uXFUx1fVt8ujVQQP-h4_fbchwTK2YrOZuIMD3Nb6kMfjPg2WZVIdgVAguCMs-t8cjQXf85am5NR_PrxAIU6G-lU8XNzRLfGmudJein5Grz9oByN3t4gaJqJglwasT1QZZ/s1600/abaya.jpg
W końcu miałam okazję przetestować jedno i drugie ;)
poniedziałek, 25 czerwca 2012
niedziela, 17 czerwca 2012
Znikam
Podobno nie posiadanie konta na najpopularniejszym portalu społecznościowym to śmierć towarzyska. Podobno nawet w trakcie rozmowy o pracę nasz medialny wizerunek jest brany pod uwagę. Ba, nawet zaczynają się afery, że pracodawcy żądają zalogowania się w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. Lub po prostu udostępnienia hasła do konta...
Jednocześnie obserwuję zachowania znajomych na FB i nie wierzę w to co widzę. Spam, podsyłanie wszystkim linków do czegoś co oczywiście jest "NIEWIARYGODNE, oburzające, STRASZNE, okrutne, TRAGICZNE". Cóż ja bym po prostu powiedziała, że obrzydliwe. Obrzydliwe, że naczelną wartością stało się 'schockvalue'. Nieważne co piszą byleby ktoś kliknął, a może nawet lajka się dostanie.
Ostatnio Euro, o którym już pisałam. Nie pisałam natomiast o zdjęciach zmasakrowanych zwierząt, wszak kliknięcie "share" na pewno im pomoże! Organizowanie bojkotów i protestów przeciw euro w trakcie trwania też na pewno będzie bardzo konstruktywne.
Facet, który siedział za handel narkotykami, zawalający wszystkim tablicę postami o tym jaka to marihuana jest dla nas zdrowa...
Czy ja muszę to czytać? Nie, oczywiście że nie.
Od paru miesięcy kasuję każdego "znajomego", z którym nie utrzymuję jakiegokolwiek kontaktu internetowego. Kasuję osoby, z którymi przyjaźń się skończyła w nie najlepszych okolicznościach. Nie czuję potrzeby ich podglądania. Kasuję swoje wypowiedzi, zostawiając tylko to co jest neutralne i świadczy o świadomym działaniu - selekcjonuję lajki, staram się ograniczyć posty do konkretnych akcji w których biorę udział. Na wall'u wyświetlają mi się już tylko informacje od instytucji, którymi się interesuję. I nadal nie udało mi się ograniczyć momentów, kiedy dobija mnie ludzkość
Za znajomych obrzucających błotem euro.
Za znajome obiecujące Rosjanom "odpowiednie powitanie" w Warszawie.
Za faceta, który robi karierę bo handlował narkotykami. Nikt już nie pamięta, że nie jest niewinny.
Za koleżankę, która płaczę nad losem psów masowo eksterminowanych na Ukrainie i głośno krzyczy, że "Ukraińcy są na niższym poziomie intelektualnym od nas, wszak my mamy SCHRONISKA".
Za akcję "1like = 1 kropla", pod którą pojawił się post o niszczonych studniach - i spowodował pytanie po co się starać skoro i tak wszystko zostanie zniszczone.
Za każdy moment kiedy JA nie utrzymałam poziomu w internecie (możliwe, że ja też kogoś irytuję).
Za momenty kiedy umówienie się ze znajomymi wymagało stworzenia wydarzenia na FB.
Za to wszystko chciałabym skasować to konto. Zniknąć.
Ale póki jest tam chociaż jedna osoba, z którą chcę w ten sposób utrzymywać kontakt - zostanę.
Tylko trochę mniej...
Trochę ciszej.
niewidocznie
Jednocześnie obserwuję zachowania znajomych na FB i nie wierzę w to co widzę. Spam, podsyłanie wszystkim linków do czegoś co oczywiście jest "NIEWIARYGODNE, oburzające, STRASZNE, okrutne, TRAGICZNE". Cóż ja bym po prostu powiedziała, że obrzydliwe. Obrzydliwe, że naczelną wartością stało się 'schockvalue'. Nieważne co piszą byleby ktoś kliknął, a może nawet lajka się dostanie.
Ostatnio Euro, o którym już pisałam. Nie pisałam natomiast o zdjęciach zmasakrowanych zwierząt, wszak kliknięcie "share" na pewno im pomoże! Organizowanie bojkotów i protestów przeciw euro w trakcie trwania też na pewno będzie bardzo konstruktywne.
Facet, który siedział za handel narkotykami, zawalający wszystkim tablicę postami o tym jaka to marihuana jest dla nas zdrowa...
Czy ja muszę to czytać? Nie, oczywiście że nie.
Od paru miesięcy kasuję każdego "znajomego", z którym nie utrzymuję jakiegokolwiek kontaktu internetowego. Kasuję osoby, z którymi przyjaźń się skończyła w nie najlepszych okolicznościach. Nie czuję potrzeby ich podglądania. Kasuję swoje wypowiedzi, zostawiając tylko to co jest neutralne i świadczy o świadomym działaniu - selekcjonuję lajki, staram się ograniczyć posty do konkretnych akcji w których biorę udział. Na wall'u wyświetlają mi się już tylko informacje od instytucji, którymi się interesuję. I nadal nie udało mi się ograniczyć momentów, kiedy dobija mnie ludzkość
Za znajomych obrzucających błotem euro.
Za znajome obiecujące Rosjanom "odpowiednie powitanie" w Warszawie.
Za faceta, który robi karierę bo handlował narkotykami. Nikt już nie pamięta, że nie jest niewinny.
Za koleżankę, która płaczę nad losem psów masowo eksterminowanych na Ukrainie i głośno krzyczy, że "Ukraińcy są na niższym poziomie intelektualnym od nas, wszak my mamy SCHRONISKA".
Za akcję "1like = 1 kropla", pod którą pojawił się post o niszczonych studniach - i spowodował pytanie po co się starać skoro i tak wszystko zostanie zniszczone.
Za każdy moment kiedy JA nie utrzymałam poziomu w internecie (możliwe, że ja też kogoś irytuję).
Za momenty kiedy umówienie się ze znajomymi wymagało stworzenia wydarzenia na FB.
Za to wszystko chciałabym skasować to konto. Zniknąć.
Ale póki jest tam chociaż jedna osoba, z którą chcę w ten sposób utrzymywać kontakt - zostanę.
Tylko trochę mniej...
Trochę ciszej.
niewidocznie
sobota, 9 czerwca 2012
Koko EURO spoko
Miało być o wszystkim byle nie o Euro...
Wszak piłka mnie nie kręci, nie podnieca, nie obrzydza, nie nudzi. Jest mi zwyczajnie obojętna. Ale jest w tej całej zabawie coś, co nie jest mi obojętne. Pewna wartość sama w sobie. Niezależna od tego czy mecz był, wygrany, przegrany czy też był remis. I brak tego czegoś mnie denerwuje.
Zabawne... Nie denerwował mnie nasz "folkowy hit na EURO". Nie denerwowały mnie utrudnienia w ruchu, ani jazda tramwajem przepełnionym kibicami. Nawet wszechobecny hałas związany z uroczystościami mnie nie denerwuje. Przeżyję obrzydliwie kolorowe bannery i reklamy wszędzie gdzie się da. Wolałabym aby ich nie było, ale skoro już są - trudno.
Natomiast mam dość nagatywnego podejścia ludzi! Mam dość i denerwuje mnie, że w tramwaju muszę wysłuchiwać 'hipsterskich' rozmów o tym "jakie to Euro to gówno". Mam dość, że jak włączę FB to pierwsze co widzę to komentarze moich (do tej pory powiedziałabym że inteligentnych i na poziomie) znajomych.
Czy naprawdę szczytem elokwencji jest wrzucenie tekstu "ełro-srełro"? Czy obowiązkiem 'hipsterskiej młodzieży" jest zaznaczenie, że my gardzimy "eurosraką"? Seriously?
Wczorajsze oczekiwanie na mecz Polska-Grecja, kibice zmierzający w stronę telewizorów, telebimów, FanZone i kawiarnie gdzie można było oglądać mecz... Ludzie na ulicy emanowali taką pozytywną energią, że aż ja - zupełny ignorant - się uśmiechałam.
Osobiście - piłka mnie nie interesuje. Ale szanuję zainteresowanie innych. Nie czuję potrzeby zmieszania z błotem wydarzenia. Nie mam potrzeby krzyczeć, niczym w przedszkolu, że "euro, to dupa i kupa". Chyba po prostu z tego wyrosłam...
Wszak piłka mnie nie kręci, nie podnieca, nie obrzydza, nie nudzi. Jest mi zwyczajnie obojętna. Ale jest w tej całej zabawie coś, co nie jest mi obojętne. Pewna wartość sama w sobie. Niezależna od tego czy mecz był, wygrany, przegrany czy też był remis. I brak tego czegoś mnie denerwuje.
Zabawne... Nie denerwował mnie nasz "folkowy hit na EURO". Nie denerwowały mnie utrudnienia w ruchu, ani jazda tramwajem przepełnionym kibicami. Nawet wszechobecny hałas związany z uroczystościami mnie nie denerwuje. Przeżyję obrzydliwie kolorowe bannery i reklamy wszędzie gdzie się da. Wolałabym aby ich nie było, ale skoro już są - trudno.
Natomiast mam dość nagatywnego podejścia ludzi! Mam dość i denerwuje mnie, że w tramwaju muszę wysłuchiwać 'hipsterskich' rozmów o tym "jakie to Euro to gówno". Mam dość, że jak włączę FB to pierwsze co widzę to komentarze moich (do tej pory powiedziałabym że inteligentnych i na poziomie) znajomych.
Czy naprawdę szczytem elokwencji jest wrzucenie tekstu "ełro-srełro"? Czy obowiązkiem 'hipsterskiej młodzieży" jest zaznaczenie, że my gardzimy "eurosraką"? Seriously?
Wczorajsze oczekiwanie na mecz Polska-Grecja, kibice zmierzający w stronę telewizorów, telebimów, FanZone i kawiarnie gdzie można było oglądać mecz... Ludzie na ulicy emanowali taką pozytywną energią, że aż ja - zupełny ignorant - się uśmiechałam.
Osobiście - piłka mnie nie interesuje. Ale szanuję zainteresowanie innych. Nie czuję potrzeby zmieszania z błotem wydarzenia. Nie mam potrzeby krzyczeć, niczym w przedszkolu, że "euro, to dupa i kupa". Chyba po prostu z tego wyrosłam...
środa, 6 czerwca 2012
a girl with a dragon tattoo...
Nowy, pierwszy, jeszcze nieskalany oznakami myślenia - blog. Stworzony a nie zrodzony.
Stworzony bo nie mam ochoty milczeć, ani też panicznie tłumaczyć swojego punktu widzenia. Mam możliwość i prawo powiedzieć co myślę. Tyle.
Pozwólcie zatem, że się przedstawię, wszak to pierwszy post na blogu:
Mam 24 lata, jestem studentką. Spełniam się (a czasami również irytuję) naprzemiennie na dwóch kierunkach. Pracuję głównie w turystyce (z chwilową przerwą na pisanie kolejnej pracy lic.).
Wierzę w przemyślany wybór, obserwowanie rzeczywistości, stawianie pytań.
Wszak "myślenie ma przyszłość" jak mawiała moja nauczycielka w liceum.
Jestem obserwatorem i nie wymagam aby ktokolwiek dostosowywał się do mnie.
Bo w myśl "don't change me and I won't change You" - ja nie mam ochoty naginać się do wyobrażeń ludzi.
Stworzony bo nie mam ochoty milczeć, ani też panicznie tłumaczyć swojego punktu widzenia. Mam możliwość i prawo powiedzieć co myślę. Tyle.
Pozwólcie zatem, że się przedstawię, wszak to pierwszy post na blogu:
Mam 24 lata, jestem studentką. Spełniam się (a czasami również irytuję) naprzemiennie na dwóch kierunkach. Pracuję głównie w turystyce (z chwilową przerwą na pisanie kolejnej pracy lic.).
Wierzę w przemyślany wybór, obserwowanie rzeczywistości, stawianie pytań.
Wszak "myślenie ma przyszłość" jak mawiała moja nauczycielka w liceum.
Jestem obserwatorem i nie wymagam aby ktokolwiek dostosowywał się do mnie.
Bo w myśl "don't change me and I won't change You" - ja nie mam ochoty naginać się do wyobrażeń ludzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)